Czas na uczelni ciągnie się wyjątkowo długo. Każda przerwa jak dla mnie wygląda tak samo. Poszukiwanie kryjówki, w której mógłbym ukryć się przed spojrzeniami tych wszystkich ludzi, przed ich głupimi komentarzami na temat swojej osoby, na temat mojego wyglądu.. A przecież człowiek powinien być oceniany ze względu na charakter, a nie urodę. Widocznie miałem pecha i trafiłem na nieodpowiednie otoczenie, które nieustannie stara się mnie zmieszać z błotem i doprowadzić do tego abym zszedł z powierzchni ziemi, popełniając samobójstwo, którego nie chcę. Jest jeszcze tyle rzeczy, których chciałbym spróbować, które chciałbym poczuć na swojej skórze. Między innymi jest doświadczenie jak smakuje prawdziwa i poważna miłość..
~
Do moich uszu dobiega drażniący dźwięk szkolnego dzwonka, który wykszesa z siebie resztki sił i tym samym, stara się oznajmić uczniom, że dzisiejsze zajęcia zostały już ukończone. Na mojej twarzy przez chwilę gości delikatny uśmiech, który po chwili i tak gdzieś się gubi w tłumie. Pakuję udekorowany przedziwnymi rysunkami zeszyt do swojej szarej, znoszonej torby i zarzucam ją niezgrabnie na ramię. Podnoszę się z krzesła, które pozbywając się mojego ciężaru delikatnie zaskrzypiało i powoli udaję się w stronę drzwi wyjściowych. Niestety, znowu muszę paść ofiarą poniżania przy wszystkich. Wszystko zaczyna się od delikatnego szturchnięcia, lecz potem przeradza się w grę moją osobą. Kiedy zabawa zaczyna mnie nudzić, odpuszczam. Wolę upaść niż następnego dnia patrzeć na nowe fioletowe plamy, których i tak już od cholery posiadam na swojej skórze. "Moi koledzy" usatysfakcjonowani kolejną wygraną z dumą pozostawiają na mojej kurtce swoje DNA, spluwając na mnie organizując przy tym zawody, kto pozostawi swojej śliny na mnie najwięcej. Przyznam, że do przyjemnych rzeczy to nie należy, ale cóż mogę zrobić. Przecież się nie postawię.. Tylko co zrobić by stać się tym "lepszym", by zabłyszczeć w ich oczach?
Idę samotnie do domu pośród szarych budynków, które tylko powodują, że coraz bardziej popadam w depresję. Wkładam rękę do tylnej kieszeni swoich wytartych jeansów w poszukiwaniu pomiętolonych kabelków, które miały doprowadzić mnie do słuchawek, lecz niestety ich tam nie odnajduję. No cóż, pozostaje mi jedynie do dyspozycji cisza. Staram się nią delektować przynajmniej podczas drogi powrotnej, bo na uczelni to raczej posłuchać jej nie mogę. Patrzę moimi kocimi oczyma na wydeptaną przez przechodniów drogę i potykam się o coś małego, co i tak dla mnie staje się przeszkodą. Schylam się w celu sprawdzenia co to mogłoby być. Okazuje się, że to małe pudełeczko. Delikatnie unoszę pokrywkę i... i czuję, że coś zimnego przylega do mojej skroni. Zastanawiam się przez chwilę co to może być i po chwili dochodzę to tego, że musi to być pewien rodzaj broni palnej.. Rozszyfrowuję, że najprawdopodobniej jest to pistolet, po charakterystycznym kształcie i rozmiarze lufy..
Do moich uszu dochodzi ciężki, zdyszany prawdopodobnie po pościgu za osobnikiem, który zgubił skarb, męski głos rozkazujący mi położyć pudełko na gruncie, jeśli pragnę zatrzymać życie przy sobie. Z początku zastanawiam się nad słowami, które padły z ust mężczyzny i myślę o odłożeniu pudełka z powrotem, lecz skoro tak spora grupa ludzi pragnęłaby mojej śmierci, bo mają dosyć patrzenia na taki wybryk natury jak ja, to może śmierć w tej chwili byłaby najlepszym rozwiązaniem?
Przez krótki okres czasu słychać tylko nasze nierównomierne oddechy, lecz niezręczną ciszę, która pomiędzy nami zapanowała przerywa mój cichy, trzęsący się głos - "odłożę pudełko, ale tylko pod jednym warunkiem - gdy ty odsuniesz broń". Mężczyzna przytakuje na moje słowa, lecz niechętnie odrywa lufę pistoletu od mojej głowy i opuszcza ją na dół. Delikatnie uginam kolana, lecz do końca nie jestem pewny swojej decyzji. Czy aby napewno dobrze postępuję? Czy wybranie życia jest odpowiednie?
Jestem już przy ziemi. Klękam na niej i powoli odkładam skrzyneczkę. Podnoszę się z uniesionymi do góry dłońmi, co ma oznaczać, że nie zamierzam walczyć, ani mówić nic więcej w tym temacie, lecz mężczyzna nie planuje tak szybko odpuścić jak myślałem i znowu unosi broń. Przeładowywuje ją i kieruje w stronę nieba, po czym chwyta za spust i oddaje strzał. Czy on jednak zamierza mnie zabić? Do moich uszu dochodzą pojedyncze, szybkie i ciche słowa, które padają z jego ust. Jest to pewna wiązanka słów, której nie jestem w stanie usłyszeć, a tym bardziej zrozumieć. Kiedy kończy on swoją mowę, która i tak długo nie trwała, ze względu na szybkość wypowiadanych słów, tracę kontrolę nad swoim ciałem. Moje drżące nogi uginają się, a ciało staje się wiotkie i nie ma zamiaru współpracować ze mną. Zaliczam mocny upadek na chłodną powierzchnię ziemii. Ostatkami sił usiłuję spleść ręce na karku i zamykam powieki. Pragnę aby ten okropny sen się już skończył.. Jednak zapominam, że to przerażająca rzeczywistość, o której nigdy nie byłem w stanie pomyśleć...
*~*
Ok, pierwszy rozdział został ukończony. Wiem, że jest krótki i może być nudny, ale przeważnie początki opowiadań są nudne i akcja zaczyna rozwijać się dopiero w połowie. Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć, ani nie zniechęciłam do dalszego czytania. Będę starać się ze wszystkich sił pisać dla was jak najlepiej i najpoprawniej. Zaczynam już czytać poradniki, więc przełomu z mojej strony możecie się spodziewać w najbliższym czasie. Zapraszam do czytania i do zobaczenia.
~
Do moich uszu dobiega drażniący dźwięk szkolnego dzwonka, który wykszesa z siebie resztki sił i tym samym, stara się oznajmić uczniom, że dzisiejsze zajęcia zostały już ukończone. Na mojej twarzy przez chwilę gości delikatny uśmiech, który po chwili i tak gdzieś się gubi w tłumie. Pakuję udekorowany przedziwnymi rysunkami zeszyt do swojej szarej, znoszonej torby i zarzucam ją niezgrabnie na ramię. Podnoszę się z krzesła, które pozbywając się mojego ciężaru delikatnie zaskrzypiało i powoli udaję się w stronę drzwi wyjściowych. Niestety, znowu muszę paść ofiarą poniżania przy wszystkich. Wszystko zaczyna się od delikatnego szturchnięcia, lecz potem przeradza się w grę moją osobą. Kiedy zabawa zaczyna mnie nudzić, odpuszczam. Wolę upaść niż następnego dnia patrzeć na nowe fioletowe plamy, których i tak już od cholery posiadam na swojej skórze. "Moi koledzy" usatysfakcjonowani kolejną wygraną z dumą pozostawiają na mojej kurtce swoje DNA, spluwając na mnie organizując przy tym zawody, kto pozostawi swojej śliny na mnie najwięcej. Przyznam, że do przyjemnych rzeczy to nie należy, ale cóż mogę zrobić. Przecież się nie postawię.. Tylko co zrobić by stać się tym "lepszym", by zabłyszczeć w ich oczach?
Idę samotnie do domu pośród szarych budynków, które tylko powodują, że coraz bardziej popadam w depresję. Wkładam rękę do tylnej kieszeni swoich wytartych jeansów w poszukiwaniu pomiętolonych kabelków, które miały doprowadzić mnie do słuchawek, lecz niestety ich tam nie odnajduję. No cóż, pozostaje mi jedynie do dyspozycji cisza. Staram się nią delektować przynajmniej podczas drogi powrotnej, bo na uczelni to raczej posłuchać jej nie mogę. Patrzę moimi kocimi oczyma na wydeptaną przez przechodniów drogę i potykam się o coś małego, co i tak dla mnie staje się przeszkodą. Schylam się w celu sprawdzenia co to mogłoby być. Okazuje się, że to małe pudełeczko. Delikatnie unoszę pokrywkę i... i czuję, że coś zimnego przylega do mojej skroni. Zastanawiam się przez chwilę co to może być i po chwili dochodzę to tego, że musi to być pewien rodzaj broni palnej.. Rozszyfrowuję, że najprawdopodobniej jest to pistolet, po charakterystycznym kształcie i rozmiarze lufy..
Do moich uszu dochodzi ciężki, zdyszany prawdopodobnie po pościgu za osobnikiem, który zgubił skarb, męski głos rozkazujący mi położyć pudełko na gruncie, jeśli pragnę zatrzymać życie przy sobie. Z początku zastanawiam się nad słowami, które padły z ust mężczyzny i myślę o odłożeniu pudełka z powrotem, lecz skoro tak spora grupa ludzi pragnęłaby mojej śmierci, bo mają dosyć patrzenia na taki wybryk natury jak ja, to może śmierć w tej chwili byłaby najlepszym rozwiązaniem?
Przez krótki okres czasu słychać tylko nasze nierównomierne oddechy, lecz niezręczną ciszę, która pomiędzy nami zapanowała przerywa mój cichy, trzęsący się głos - "odłożę pudełko, ale tylko pod jednym warunkiem - gdy ty odsuniesz broń". Mężczyzna przytakuje na moje słowa, lecz niechętnie odrywa lufę pistoletu od mojej głowy i opuszcza ją na dół. Delikatnie uginam kolana, lecz do końca nie jestem pewny swojej decyzji. Czy aby napewno dobrze postępuję? Czy wybranie życia jest odpowiednie?
Jestem już przy ziemi. Klękam na niej i powoli odkładam skrzyneczkę. Podnoszę się z uniesionymi do góry dłońmi, co ma oznaczać, że nie zamierzam walczyć, ani mówić nic więcej w tym temacie, lecz mężczyzna nie planuje tak szybko odpuścić jak myślałem i znowu unosi broń. Przeładowywuje ją i kieruje w stronę nieba, po czym chwyta za spust i oddaje strzał. Czy on jednak zamierza mnie zabić? Do moich uszu dochodzą pojedyncze, szybkie i ciche słowa, które padają z jego ust. Jest to pewna wiązanka słów, której nie jestem w stanie usłyszeć, a tym bardziej zrozumieć. Kiedy kończy on swoją mowę, która i tak długo nie trwała, ze względu na szybkość wypowiadanych słów, tracę kontrolę nad swoim ciałem. Moje drżące nogi uginają się, a ciało staje się wiotkie i nie ma zamiaru współpracować ze mną. Zaliczam mocny upadek na chłodną powierzchnię ziemii. Ostatkami sił usiłuję spleść ręce na karku i zamykam powieki. Pragnę aby ten okropny sen się już skończył.. Jednak zapominam, że to przerażająca rzeczywistość, o której nigdy nie byłem w stanie pomyśleć...
*~*
Ok, pierwszy rozdział został ukończony. Wiem, że jest krótki i może być nudny, ale przeważnie początki opowiadań są nudne i akcja zaczyna rozwijać się dopiero w połowie. Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć, ani nie zniechęciłam do dalszego czytania. Będę starać się ze wszystkich sił pisać dla was jak najlepiej i najpoprawniej. Zaczynam już czytać poradniki, więc przełomu z mojej strony możecie się spodziewać w najbliższym czasie. Zapraszam do czytania i do zobaczenia.
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, nie mogę się doczekać jak pokierujesz losami bohatera by zaciekawić czytelnika, a jednocześnie trzymać go w napięciu. Życzę weny i wytrwałości w pisaniu :)
OdpowiedzUsuńRzadko kiedy spotyka się opowiadania pisane w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym, co jest wielkim plusem. Masz przyjemny styl, szybko się czyta. Życzę sukcesów w pisaniu i czekam oczywiście na nowy rozdział, który, mam nadzieję, będzie dłuższy :>
OdpowiedzUsuńSuper:D Weź napisz kolejny rozdział to przeczytam xDDDDDDDDDDD
OdpowiedzUsuńTaemin rządzi :D
Monika ja spotykam sie czesto z takimi ksiazkami pisanymi w czasie terazniejszym :)
OdpowiedzUsuń+ slaby post..szczerze znam cie i stac cie na duuzo wiecej
buzki :** moze domyslisz sie kto ja jestem ;p